Dzień 1
Dzień 1 - 26 lipca 2018
Nasza podróż rozpoczęła się w Szczecinie, gdzie odwiedziliśmy krewnych.
Byliśmy trzy dni u kuzyna Marka i jego żony Danusi. Bardzo miło spędziliśmy czas w ich towarzystwie.
Pociągiem dostaliśmy się wczoraj do Świnoujścia a następnie promem na wyspę. W pociągu poznajemy sympatycznego młodego człowieka Karola, który samotnie zamierza pokonać taką samą trasę jak my.
Pamiątkowa, wspólna fotka na promie i startujemy. Karol do Gdańska a my do Świnoujścia na pole namiotowe Relax.
Na wstępie zaskoczenie. Po remoncie toalet i pryszniców warunki sanitarne są bardzo dobre. Dodatkowo powstała kuchnia, której rok temu nie było. Pole namiotowe pełne, wręcz trudno znaleźć miejsce.
Pamiątkowa, wspólna fotka na promie i startujemy. Karol do Gdańska a my do Świnoujścia na pole namiotowe Relax.
Na wstępie zaskoczenie. Po remoncie toalet i pryszniców warunki sanitarne są bardzo dobre. Dodatkowo powstała kuchnia, której rok temu nie było. Pole namiotowe pełne, wręcz trudno znaleźć miejsce.
Ale udało się, rozbiliśmy nasz tymczasowy dom. Oczywiście pierwsza noc pod namiotem cały czas na czuwaniu. A to ktoś imprezuje do 2 w nocy, a to ktoś wraca o 3 nad ranem z melanżu, a jeszcze inni kursują do WC oświetlając sobie drogę (a przy okazji nam po oczach), potykając się o linki namiotu (żeby nie było wątpliwości - naszego namiotu). I kiedy już prawie da się spać o 4 nad ranem, mewa radośnie tupta po naszym namiocie. No żesz qrde...
Zwinęliśmy majdan i ruszyliśmy w dalszą podróż. Na tym odcinku trasa R-10 bardzo dobrze oznaczona. Nie można się zgubić.
Żegnając Karola życzyliśmy mu udanej podróży, a ja w żartach luźno rzuciłam "uważaj na dziki" no bo wiadomo, trasa przebiega głównie przez lasy. Karol następnego dnia wysłał nam wiadomość. "Myślałem, że z tymi dzikami żartowałaś, a przy latarni w Świnoujściu wyszło całe stado".
Kurcze, ale ja na serio żartowałam !
W planie mieliśmy odwiedzenie Andrzeja i Agaty, którzy spędzają urlop w Międzyzdrojach. Wypijamy z nimi kawkę i ruszamy w dalszą drogę do Międzywodzia kierując się na Woliński Park Narodowy.
Agata z Andrzejem towarzyszą nam w podróży do Wisełki gdzie zatrzymujemy się na obiad i piwo.
Żegnając Karola życzyliśmy mu udanej podróży, a ja w żartach luźno rzuciłam "uważaj na dziki" no bo wiadomo, trasa przebiega głównie przez lasy. Karol następnego dnia wysłał nam wiadomość. "Myślałem, że z tymi dzikami żartowałaś, a przy latarni w Świnoujściu wyszło całe stado".
Kurcze, ale ja na serio żartowałam !
W planie mieliśmy odwiedzenie Andrzeja i Agaty, którzy spędzają urlop w Międzyzdrojach. Wypijamy z nimi kawkę i ruszamy w dalszą drogę do Międzywodzia kierując się na Woliński Park Narodowy.
Agata z Andrzejem towarzyszą nam w podróży do Wisełki gdzie zatrzymujemy się na obiad i piwo.
Żeby tradycji stało się zadość, po drodze "z roweru" zbieramy grzyby. Agata okazuje się mistrzem, znajduje prawdziwka i kilka podgrzybków i kwituje sytuację stwierdzeniem, że przez całe życie nie znalazła tyle grzybów co podczas tej wycieczki
W dalszą drogę ruszamy już sami. Dojechawszy do Międzywodzia wpadamy na genialny plan. Rowery i sakwy podrzucamy do Piotrka kolegi z pracy, który jest tu na wczasach, a my zabieramy karimaty, ręczniki, śpiwory, wodę, pastę i szczoteczki do zębów i zamierzamy spędzić noc pod gwiazdami. Zapowiada się urocza, romantyczna noc. Szum morza, blask księżyca w pełni, cykające świerszcze...
Posiedzieliśmy na plaży półtorej godziny. Ale po dwóch godzinach czujemy, że ciuchy robią się wilgotne. Sakwa w której były karimaty i śpiwory też mokra, są na niej krople wody. Mówię do Piotrka, że do rana to będziemy mokrzy i zmarznięci bo przesiąkniemy morską bryzą. Godzina 22 i szybka decyzja...spierd... znaczy szybko uciekamy.
I z obłędem w oczach szukamy kwatery. No bo nie chcieliśmy dupy kręcić znajomym żeby od nich zabierać bambetle. Biegamy od domu do domu i qrwa akcja poszukiwawcza. Właściciele opryskliwi i dalecy od empatii. Kobieta zapytana o pokój w trzecim miejscu stwierdza, że ma, ale 4 osobowy. Gadamy, że sytuacja podbramkowa, że nie jesteśmy wymagający, bo pościel mamy (w sensie śpiwory, poduszki) a ona hmmm no ale to 4-osobowy... no to wal się, miałabyś 100 zł za free a tak niech stoi pusty bez zysku. Już mamy wizję, że będziemy spać na ławce jak kloszardzi.
Godzina 22.50 coś znajdujemy. Facet pociągnął jak za zboże. 100 zł za przyczepę campingową.
Chcieliśmy hard core...to mamy.
Byle do rana...










Komentarze
Prześlij komentarz