Dzień 3
Dzień 3 -28.07.2018
Dzisiejszy dzień postanowiliśmy spędzić na nicnierobieniu. Plażing, leżing i wszystkie inne -żingi. Plan był taki, że w tym roku nie będziemy się gonić i wszystko robimy na light-cie, korzystając z uroków nadmorskich miejscowości i z aury.
Od poczatku naszego urlopu towarzyszy nam słońce i wysokie temperatury...
Chwilo trwaj!!!
Chwilo trwaj!!!
Jako, że chyba średnio udaje się nam usiedzieć w miejscu, po półtoragodzinnym leżingu i plażingu
wytrwało nas na pieszą wycieczkę brzegiem morza do Niechorza (nawet rymuję). Jakieś 3 -4 km więc luz.
W Niechorzu rybka z pieca, nawodnienie organizmu i znowu na plażę.
Znowu półtorej godziny plażingu i ruszamy w drogę powrotną. Trochę przedreptaliśmy. Nawet nie zauważyliśmy, kiedy przeszliśmy 14 km.
Znowu półtorej godziny plażingu i ruszamy w drogę powrotną. Trochę przedreptaliśmy. Nawet nie zauważyliśmy, kiedy przeszliśmy 14 km.
Kiedy zbliżamy się do pola namiotowego, gdzieś przed kempingami ktoś robi grilla. No ślinka cieknie... Ale cóż mamy zrobić. Będąc na wyprawie rowerowej trudno o takie luksusy, nie da się tarabanić z grillem. Czyżby przyszło obejść się smakiem...
Siedzimy na polu namiotowym, szykujemy sałatkę na kolację i co widzę... gdzieś na naszym polu namiotowym ktoś odpalił grilla, zdradził go siwy dym. Myślę sobie - nikt mi w ryj nie da jak zapytam o możliwość usmażenia kiełbasek. Pokluczyłam między namiotami, camperami - znalazłam źródło dymu. Zamieniłam trzy zdania i sprawa załatwiona. Piotrek pobiegł do sklepu, kupił kiełbaski, ja zajęłam się resztą i za 15 minut mieliśmy grillowane kiełbaski. Kolacja full wypas.
Cały czas twierdzę, że Polacy są mili, życzliwi i uczynni (chociaż wiadomo - bez hura optymizmu - nie wszyscy).





Komentarze
Prześlij komentarz