Dzień 4
Dzień 4 - 29.07.2018
Aż trudno uwierzyć ale... to samo pole namiotowe - Leśny zakątek w Pogorzelicy - też nasz trzeci nocleg w czasie rowerowej wyprawy i... znowu deszcz w nocy i qrka burza. Ale jaka... Trzecia nad ranem, smacznie śpimy i nagle jakieś błyski. Najpierw myślałam, że ktoś z latarką wraca do swojego namiotu...ale nie... po chwili błyski były połączone z pomrukiwaniem burzy. Z minuty na minutę coraz widniej, coraz głośniej, coraz straszniej. Noooo miałam ochotę uciec do kuchni polowej... Poczuć się względnie bezpiecznie. Jakoś to przetrwałam nie opuszczając namiotu. Piotrek cały czas mnie uspakajał, że zaraz przejdzie, że coraz dalej. Ło matko jak ja się bałam. Parę minut po czwartej burza faktycznie zaczęła się oddalać. Można spokojnie zasnąć.
Rano pobudka ok 8. Śniadanko - jak zawsze smaczne i pożywne. Pakujemy manele (no tak po prawdzie, to Piotrek pakuje nasz dobytek - i trzeba to powiedzieć głośno - robi to szybko i sprawnie).
O godzinie 10 startujemy.
Za cel obraliśmy Ustonie Morskie.
Za cel obraliśmy Ustonie Morskie.
Do Mrzeżyna jedziemy leśnym duktem obok terenów wojskowych. Zapach lasu, żywicy i rozgrzanych jeżyn...powala. Po drodze widzimy podgrzybki- ale że długa trasa przed nami - to ich nie zbieramy.
W połowie drogi mijamy taras widokowy. Mimo, że widok jest nam znany z ubiegłorocznej wyprawy - decydujemy się na rzut okiem.
Nastepnie mijamy Mrzeżyno i kierujemy się na Dźwirzyno.
Mijając most przypominamy sobie, że tuż za nim jest Smażalnia ryb u Lecha, która oferuje cyklistom 10 % rabatu. Okazuje się, że jest to niezmienny atrybut tego lokalu, o czym radiowym głosem informuje mnie przesympatyczny pan zza baru.
Mówię mu, że w ubiegłym roku już nas zaskoczyli tą promocją a Pan na to, że mnie pamięta, a konkretnie pamięta moją koszulkę - wszystko przez napis na niej.
Zjadamy przepyszną rybkę, pijemy silnie nawadniające ciemne celtyckie napoje.
Chwilę jeszcze rozmawiamy o blogu, gdzie opisałam ich lokal. Żegnamy się a panowie zza baru spontanicznie obdarowują nas na drogę dobrze schłodzonym piwem.
Jeszcze raz wielkie dzięki Panowie!
Następny przystanek - Kołobrzeg. Zatrzymujemy się na małą kawkę. I tu rozczarowanie. Za cenę włoskiej, dobrej kawy dostajemy jakąś lurę - żenada.
Jutro odpoczywamy tu na miejscu. A co tam trzeba korzystać z pogody
W połowie drogi mijamy taras widokowy. Mimo, że widok jest nam znany z ubiegłorocznej wyprawy - decydujemy się na rzut okiem.
Nastepnie mijamy Mrzeżyno i kierujemy się na Dźwirzyno.
Mijając most przypominamy sobie, że tuż za nim jest Smażalnia ryb u Lecha, która oferuje cyklistom 10 % rabatu. Okazuje się, że jest to niezmienny atrybut tego lokalu, o czym radiowym głosem informuje mnie przesympatyczny pan zza baru.
Mówię mu, że w ubiegłym roku już nas zaskoczyli tą promocją a Pan na to, że mnie pamięta, a konkretnie pamięta moją koszulkę - wszystko przez napis na niej.
Zjadamy przepyszną rybkę, pijemy silnie nawadniające ciemne celtyckie napoje.
Chwilę jeszcze rozmawiamy o blogu, gdzie opisałam ich lokal. Żegnamy się a panowie zza baru spontanicznie obdarowują nas na drogę dobrze schłodzonym piwem.
Jeszcze raz wielkie dzięki Panowie!
Następny przystanek - Kołobrzeg. Zatrzymujemy się na małą kawkę. I tu rozczarowanie. Za cenę włoskiej, dobrej kawy dostajemy jakąś lurę - żenada.
Ale...kupując kawę spotykam państwa z labradorem, który uwielbia lody waniliowe i czeka w kolejce na swoj deser. (Filmik wkleję jak wrócę do domu, bo teraz coś nie wychodzi)
Na wyjeździe z Kołobrzegu stoi zielona figurka kolarza. Rozbawiła nas. Ma kask taki jak ja 😉
Z Kołobrzegu ruszamy do Ustronia Morskiego dokąd prowadzi wspaniała ścieżka rowerowa. Po jednej stronie mamy plażę i morze z drugiej strony widzimy rezerwat przyrody. Wspaniała sprawa.
Kiedy docieramy na pole namiotowe Pod Brzozami, okazuje się, ze ludzi jest ogrom. Jednak na szczęście udaje się znaleźć miejsce na nasz namiot. Sympatyczny Karol - pracownik pola - stwierdza - "wy z rowerami! Pamiętam was, byliście rok temu? Wy jesteście ci rocznicowi?" No fakt w ubiegłym roku opowiadaliśmy mu, że nasza przygoda rowerowa to taka fanaberia na 25-tą rocznicę ślubu. Przytakujemy i stwierdzam, że ma niesamowitą pamięć. A on na to, że mnie pamięta i koszulkę też, natomiast Piotrka już nie bardzo, ale po chwili stwierdza, że to przez brodę.
Na koniec dnia, w ramach nagrody za przejechany dystans idziemy do knajpki na wysuniętym w morze molo na szprycerka...mmmm pycha
Jutro odpoczywamy tu na miejscu. A co tam trzeba korzystać z pogody










Komentarze
Prześlij komentarz