Dzień 14 i 15
Dzień 14 - 8.08.2018
Po drodze mijamy Chałupy, ze słynną plażą naturystów. Ale, że jest dosyć wcześnie nie wchodzimy na nią ☺
Rano po śniadaniu zabieramy tylko nasze rowery, jedną sakwę (reszta zostaje na kwaterze) i ... startujemy na Hel.
Po drodze mijamy Chałupy, ze słynną plażą naturystów. Ale, że jest dosyć wcześnie nie wchodzimy na nią ☺
Następnie zbliżamy się do Kuźnicy. Chwila na zdjęcia
Jadac z Kuźnicy w stronę Jastarni na ścieżce rowerowej mijamy dwóch piechurów.
Szymon z 10 letnim synem Frankiem. Obydwaj panowie mają kijki i każdy z nich zacnie wyglądający plecak. Szymon ma nawet dwa. Tata przyznaje się do 15 kilogramów. Zatrzymaliśmy się aby zamienić z nimi kilka zdań. Panowie idą na piechotę z Gdańska. Ich trasa to 90 km. Panowie założyli sobie dzienny dystans 30 km. No powiem szczerze - szacun!
My podążamy dalej do Jastarni, gdzie robimy krótki postój - na fiszki. W ubiegłym roku to tu właśnie pierwszy raz skosztowaliśmy tego przysmaku. Kilka fotek ma molo. I w drogę.
Następna miejscowość na Półwyspie Helskim to Jurata. Wiadomo - rezydencja głowy państwa. No i tu małe rozczarowanie dla rowerzystów. O ile od Władysławowa do tego miejsca prowadzą bardzo przyzwoite ścieżki rowerowe, tak w Juracie... trzeba jechac jezdnią.
Kiedy Jurata sie kończy i zaczyna się Hel znowu pojawia się ścieżka rowerowa...
Przypadek ?!? 😉
Pamiątkowe zdjęcie przy tabliczce z nazwą miejscowości. Jednak niech ta tabliczka nikogo nie zmyli, my jeszcze nie dotarliśmy do celu. Aby dojechać na początek Polski - tak zwany cypel - trzeba jeszcze pokonać dystans 10 km. A gorąc leje się z nieba...
W końcu jest. Jedni mówią początek inni koniec Polski. Miło jest się tu ponownie pojawić. W ubiegym roku chłodny i pochmurny dzień. W tym roku słoneczny i upalny.
Przed nami jeszcze powrotna droga do Władysławowa. Nigdzie nam się nie spieszy, więc zatrzymujemy sie w Kuźnicy żeby chwilę odpocząć.
Po małym relaksie wskakujemy na rowery. I tu trzeba przyznać, że bez obciążenia - to znaczy ja bez, Piotrek tylko z jedną sakwą - gdzie ma zapasowe dętki, kurtki przeciwdeszczowe (tak na wszelki wypadek) - jedzie się całkiem przyjemnie. Każde z nas na codzień wozi dobytek po ok 15kg. A tu na luzie, bagażu może ze 2-3 kg. Co to dla nas!
Dzień 15 - 9.08.2018Po małym relaksie wskakujemy na rowery. I tu trzeba przyznać, że bez obciążenia - to znaczy ja bez, Piotrek tylko z jedną sakwą - gdzie ma zapasowe dętki, kurtki przeciwdeszczowe (tak na wszelki wypadek) - jedzie się całkiem przyjemnie. Każde z nas na codzień wozi dobytek po ok 15kg. A tu na luzie, bagażu może ze 2-3 kg. Co to dla nas!
Dziś po dotychczasowych wojażach czuję że mam mięśnie w nogach. Bolą mnie mięśnie na udach i łapią skurcze ud i łydek.
Nie pozostaje nam nic innego jak odpoczynek na plaży. Jakoś wbijamy się z ręcznikami w tłum plażowiczów i korzystamy z promieni słonecznych a także przyjemnie ciepłego Bałtyku. Wiem, że się powtórzę, ale woda w morzu w tym roku rozpieszcza. Jest tak przyjemna, że chyba pierwszy raz od jakich 20 lat chetnie do niej wchodzę i jakoś specjalnie nie chcę wyjść.

















Komentarze
Prześlij komentarz