Dzień 16
Dzień 16 - 10.08.2018
Dziś rano spakowaliśmy się i wyruszyliśmy na ostatni etap naszej nadmorskiej przygody. Do pokonania pozostała nam trasa Władysławowo - Gdynia, czyli jakieś 40 km. W Gdyni musimy znaleźć nocleg, chociaż to może nie być łatwe. To tak jakby Katowice miały dostęp do morza i szukaj tu człowieku pola namiotowego lub prywatnej kwatery. Ale tym postanowiliśmy się zająć już na miejscu.
Kiedy mamy wsiadać na rowery widzimy niemal granatowe niebo a do naszych uszu dobiega pomrukiwanie burzy. No kurcze nie jest dobrze. Co prawda do tej pory pogoda nas rozpieszczała i kiedyś musiał przyjsc ten moment.
Ujechalismy może ze 3-4 km jak nie lunie. Miejscowy rowerzysta mówi nam, że nieopodal jest wiata pod którą można się schronić, ewentualnie możemy wejść do kościoła. Kto mnie zna wie jaka była decyzja. Wiata okazała się całkiem sympatyczna.
Kiedy już nam się wydawało, że deszcz się uspakaja wystartowaliśmy. Niestety to nie był koniec deszczu. Kurtki przeciwdeszczowe się nawet dobrze spisały. Natomiast gatki, no cóż. Po wypraniu w słońcu schły 10 minut, po deszczu na tyłku potrzebowały może 20 minut. Efekt taki sam. Więc dramatu nie ma. Na szczęście deszcz nie ochłodził powietrza więc dalsza podróż przebiegała w znośnej aurze, niemniej jednak chmury deszczowe towarzyszyły nam do samej Gdyni.
Mnie deszcz podczas jazdy na rowerze rozwściecza. Na szczęście Piotrek nie uchwycił mnie w kadrze w kulminacyjnym momencie, kiedy rzucalam zaklęcia (bo przecież damy nie przeklinają)
. 
W drodze do Gdyni chyba lekko zboczyliśmy ze szlaku R10 ale szybko (bo gdzies po ok 3-4 kilometrach) drogi przez mękę trafilismy ponownie na R10. Może i ten odcinek trasy łatwy nie był, bo za trasę służył nam wąski niezaorany, udeptany kawałek pola, potem dwa razy z górki i dwa razy pod stromą błotnistą górkę. Tu nie tylko ja rzucałam zaklęcia. Piotrkowi się też udzieliło. No czary byly jak w Harrym Potterze. Ale... widoki zrekompensowały trudności tego odcinka.
Kiedy już wracamy na prawidłową trasę dojeżdżamy do miejscowosco Rzucewo gdzie znajduje się muzeum - Osada Łowców Fok
Niebo niezmiennie straszy nas deszczem ale na szczęście już nie pada. Tylko strasznie wygląda. Nadal jest ciepło. Dalej pedałujemy
Jedziemy przez jakieś zagajniki, pola, dróżki. Trasa rowerowa fajna, bo nigdzie nie trzeba jechać ulicą.
Na drutach linii energetycznej siedzi ogrom ptaków.
Po przeciwnej stronie drogi w koronie drzewa również siedzą ptaki. Głośno śpiewają a drzewo prawie się rusza.
Kiedy kierowaliśmy się na centrum Gdyni postanowiliśmy usiąść żeby coś zjeść i poszukać noclegu. Znaleźliśmy pizzerię U grubego Benka. Wybór okazał się trafiony a posiłek smaczny w dodatku w przyzwoitej cenie.

Po skończonym posiłku zaczynamy szukać noclegu. Pierwsze trzy telefony nie przyniosły rezultatu. Poszukiwania przez booking hmmm...
Pierwsza oferta - hostel, niby cena spoko (50 zl od osoby), ale zakwaterowanie w osmioosobowym pokoju. No trochę mało komfortowo. Następne dwie oferty... no cóż, chyba jednak poza zasięgiem finansowym - 350 i 450 zł.
Zaczynam szukać oferty na olx. Może dziwne miejsce, jednak jak się okazalo - skuteczne aby znaleźć nocleg. Kobitka ma w śródmieściu trzypokojowe mieszkanie. Odległość od morza około 10 minut spacerem. Tyle samo do dworca PKP. Cena do przeżycia bo 60 zł od osoby. Kobieta wynajmuje całe mieszkanie, każdemu wręcza klucz. Niby 6 osób w mieszkaniu a każdy jakoś tak spokojnie pomieszkuje, że nikt nikomu nie wchodzi w paradę. Dla nas jedyny minus jest taki, że mieszkanie jest na 3 pietrze bez windy i trzeba wnieść do góry rowery (Piotrek się trochę nadźwiga). Przedpokój jest ogromny wiec rowery nikomu nie przeszkadzają.
Szybki prysznic i idziemy na promenadę w Gdyni.
Jeszcze podchodzimy do ORP Błyskawica i robimy sobie zdjęcia
Kiedy już nam się wydawało, że deszcz się uspakaja wystartowaliśmy. Niestety to nie był koniec deszczu. Kurtki przeciwdeszczowe się nawet dobrze spisały. Natomiast gatki, no cóż. Po wypraniu w słońcu schły 10 minut, po deszczu na tyłku potrzebowały może 20 minut. Efekt taki sam. Więc dramatu nie ma. Na szczęście deszcz nie ochłodził powietrza więc dalsza podróż przebiegała w znośnej aurze, niemniej jednak chmury deszczowe towarzyszyły nam do samej Gdyni.
Mnie deszcz podczas jazdy na rowerze rozwściecza. Na szczęście Piotrek nie uchwycił mnie w kadrze w kulminacyjnym momencie, kiedy rzucalam zaklęcia (bo przecież damy nie przeklinają)
. 
Kiedy już wracamy na prawidłową trasę dojeżdżamy do miejscowosco Rzucewo gdzie znajduje się muzeum - Osada Łowców Fok
To poniżej to piec garncarski.
Niebo niezmiennie straszy nas deszczem ale na szczęście już nie pada. Tylko strasznie wygląda. Nadal jest ciepło. Dalej pedałujemy
Na drutach linii energetycznej siedzi ogrom ptaków.
Po przeciwnej stronie drogi w koronie drzewa również siedzą ptaki. Głośno śpiewają a drzewo prawie się rusza.
Kiedy kierowaliśmy się na centrum Gdyni postanowiliśmy usiąść żeby coś zjeść i poszukać noclegu. Znaleźliśmy pizzerię U grubego Benka. Wybór okazał się trafiony a posiłek smaczny w dodatku w przyzwoitej cenie.

Pierwsza oferta - hostel, niby cena spoko (50 zl od osoby), ale zakwaterowanie w osmioosobowym pokoju. No trochę mało komfortowo. Następne dwie oferty... no cóż, chyba jednak poza zasięgiem finansowym - 350 i 450 zł.
Zaczynam szukać oferty na olx. Może dziwne miejsce, jednak jak się okazalo - skuteczne aby znaleźć nocleg. Kobitka ma w śródmieściu trzypokojowe mieszkanie. Odległość od morza około 10 minut spacerem. Tyle samo do dworca PKP. Cena do przeżycia bo 60 zł od osoby. Kobieta wynajmuje całe mieszkanie, każdemu wręcza klucz. Niby 6 osób w mieszkaniu a każdy jakoś tak spokojnie pomieszkuje, że nikt nikomu nie wchodzi w paradę. Dla nas jedyny minus jest taki, że mieszkanie jest na 3 pietrze bez windy i trzeba wnieść do góry rowery (Piotrek się trochę nadźwiga). Przedpokój jest ogromny wiec rowery nikomu nie przeszkadzają.
Szybki prysznic i idziemy na promenadę w Gdyni.
Jeszcze podchodzimy do ORP Błyskawica i robimy sobie zdjęcia
Kiedy wracamy do pokoju Piotrek stwierdza, że tyle zjechalismy Wybrzeża i nie spotkaliśmy żadnych aktorów, celebrytów ludzi znanych. Tyle co to powiedział z naprzeciwka idzie Pani Bogumiła Wander wraz z kapitanem Krzysztofem Baranowskim. Nie uszliśmy 100 kroków a tu kto? Profesor Jerzy Bralczyk. Chciałoby się powiedzieć "mówisz - masz".
Jeszcze jedna fotografia - Dar Pomorza. Trzeba przyznać, robi wrażenie.
Jeszcze rzut oka na nabrzeże i plażę w Gdyni i zmykamy na zasłużony odpoczynek.
Dzisiejszy dystans to 45,5 km



















Komentarze
Prześlij komentarz